O hodowli, o nas

Nie zacznę tak jak każdy…
Nie hoduję psów od urodzenia.
Nie wychowałam się w rodzinie kynologicznej.

Psy mam od dziecka, ale hodowlę psów rasowych prowadzę wspólnie z moim mężem od 2010 roku.
Chihuahua o imieniu Nirvana - to była nasza pierwsza suka z rodowodem. Suka, która nauczyła nas czym są wystawy psów rasowych i pokazała jak smakuje zwycięstwo.

Dlaczego chihuahua ?
To wina mojego męża. Gdy się poznaliśmy pojechał ze mną na wywiad do Pani Krystyny Babireckiej , która wtedy hodowała Owczarki Środkowoazjatyckie, miała pięknego i bardzo znanego psa - Ibisa.
W czasie wywiadu do lokalnej gazety, gdy ja zadawałam pytania, na kolana mojego męża wskoczyła właściwe chihuahua. Małe, rude, długowłose zwierzątko. Zakochał się. 
Ponieważ tak się czasem zdarza, a ja zakochałam się w nim, postanowiłam, że kiedyś kupię mu psa tej rasy. Wtedy jego cena była dokładnie 3 razy wyższa od mojej pensji.
Kilka lat później kupiliśmy naszego pierwszego psa rasy chihuahua. Zrobiliśmy jednak coś, przed czym teraz przestrzegam każdego: kupiliśmy psa bez rodowodu, bo taniej, bo po co nam papier, bo nie mięliśmy świadomości - czym są pseudo-hodowle.  Pies w niedługim czasie (gdy zaczął dorastać) stał się bardzo agresywny, nie pozwalał się dotknąć, nie pozwalał brać na ręce. Gdy robiło się zimno - dostawał paraliżu jednej strony ciała. Nie mógł chodzić, siedzieć, przewracał się. Dla nas był to widok, który łamał serce. Mała, cierpiąca istota, której nie mogliśmy pomóc. Ani my, ani lekarze weterynarii. Cierpienie tego zwierzęcia i nasze łzy zawsze będą nam się kojarzyć z jednym: pseudohodowle! 
Pieniądze, które zaoszczędziliśmy na rodowodzie, kosztowały nas znacznie więcej, niż najdroższa chihuahua z rodowodem! Leczenie przewyższyło bowiem kilkakrotnie wartość psa.
Pies odszedł. 
Było nam bardzo przykro, jednak z drugiej strony było to dla niego ulgą. Przestał cierpieć. 
Potem kupiliśmy chihuahua z rodowodem. I to był raj, który trwa do dziś. Mała kropeczka w plamki, która kocha nas bezgranicznie, śpi tylko pod kołdrą i kocha tylko ludzi.

Dlaczego mops?
Hodowla psów rasowych dała nam coś więcej niż pieniądze (bo tych hodowla wbrew pozorom nie daje!), poznała nas z cudownymi ludźmi. Z ludźmi, którzy tylko mają psy, z hodowcami, wystawcami, sędziami kynologicznymi, zapaleńcami, szaleńcami i wariatami. Fantastyczni ludzie, z wielkim sercem. Hodowcy nie tylko w Polsce, ale w wielu krajach, także poza Europą. Ludzie, których spotykamy prywatnie, z którymi razem wyjeżdżamy na wystawy, z którymi godzinami rozmawiamy… o psach :)
I tak na ringu chihuahua poznaliśmy znajomych z Łodzi. Cudownych ludzi, którzy wśród swojego stada mieli dwa mopsy. Nasze dziecko nosiło mopsa na rękach, tarmosiło, gniotło, prowadzało na smyczy… a mops ? Nic. Zupełnie absolutnie nic. Pozwalał robić ze sobą wszystko to, co 4 latek robi z pluszowym misiem.
Nasz ludzki potomek przez rok prosił "Mamusiu kup mi mopsa. Będę z nim wychodzić na spacery, będę karmić, będę kochać. Kup"…
I tak oto pewnej mega śnieżnej zimy wylądowaliśmy na Łotwie, gdzie po wystawie wróciliśmy do hotelu z nowym psem. Pies czyli suka, szczeniak, usiadła przy łóżku, spojrzała na mnie TYM wzrokiem i to był koniec. Koniec mnie. Przepadłam. Zakochałam się obłędnie.
Teraz, gdy poznałam rasę mopsów, uważam, że są to najcudowniejsze psy na świecie !

Hodowla psów rasowych nie jest naszą pracą. Nie zarabiamy na psach, wbrew pozorom, które mają Ci, którzy hodowcami nie są. Szczeniaki mamy rzadko. Naszą największą pasją są wystawy psów, hodujemy psy z ambicji stworzenia najbliższego ideałowi psa, nie dla zarobku.
Oboje pracujemy zawodowo. Hodowla to nasze hobby. Czas, który spędzamy z psami, we wszystkim co robią - gdy bawimy się z nimi w ogrodzie, gdy je kąpiemy, karmimy, wychodzimy na spacery, pokazujemy na wystawach… każda minuta z naszymi psami to szczęście, którego nie wypełni nic innego. 

Psy pozwoliły nam zrealizować jeszcze jedną pasję- podróże. Ale o tym, to już nie tu :)